Gdzie jest Borys??:))

 Kategoria Bez kategorii, Ciąża

Tytuł dzisiejszego wpisu wybrał mój mąż podczas dzisiejszego spaceru:). Jest dokładnie 1 marzec czyli jeden dzień przed wyznaczonym terminem porodu. Już się nie łudzę, że mały urodzi się w terminie ( tak na marginesie to tylko 5% dzieci rodzi się w planowanym terminie). 

Wiadomo cały czas liczyłam, że jednak będzie trochę szybciej – przede wszystkim dlatego, że byłby mniejszy:))

Ten tydzień jest ogólnie dla mnie ciężki pod względem stanów emocjonalnych. Nie sądziłam, że to oczekiwanie będzie takie trudne. Nigdy nie wiadomo kiedy się spodziewać, ale jest męczące. Im więcej czekam tym więcej czasu mam na myślenie, zastanawianie się jak będzie, kiedy mnie złapie, czy dam radę i czy wszystko będzie w porządku, a nasz syn urodzi się zdrowy. Z jednej strony jesteśmy tak blisko, ale jeszcze tak dużo dzieli nas od spotkania z maleństwem.

Jednego dnia budzę się z myślą, że w sumie mam jeszcze luz, możemy spędzić z mężem beztroski wieczór, iść na kolacje itp., a następnego lub jeszcze wieczorem zaczynam się przejmować, że jeszcze nie urodziłam. 

Miałam już nawet dwa lub trzy razy takie mocne przeszywające jakby prądy przez krzyż i krocze i już myślałam, że są to oznaki zbliżającego się porodu, ale to chyba tylko nacisk główki dziecka na jakiś nerw. No nic, mały straszy na swoje sposoby :)).

Najgorsze co mnie spotyka w ostatnich trzech tygodniach to straszne, ale to bardzo straszne zgagi. Zwłaszcza wieczorem i w nocy. Przez ostatnie 3 tygodnie nie wymiotowałam chyba tylko dwa razy. Często budzę się około 3 w nocy (nie wiem czemu akurat ta godzina) i ląduję nad kibelkiem myśląc, że już nie dam rady, że gardło, zęby i całą jamę ustną mam spaloną. Często lecą wtedy łzy po policzkach…

Ostatnio nawet się nie kładę normalnie tylko śpię na półsiedząco…nie wiem nawet czy to ostatni tydzień czy już dwa tak śpię.

Oczywiście próbuję różnych sposobów na przyspieszenie porodu, ale ciąża chyba jednak rządzi się swoimi prawami:)). Na pewno w tym tygodniu jestem bardzo aktywna, chodzę na kilometrowe spacery z psem z czego jestem mega zadowolona, kręcę bioderkami na piłce, dalej piję herbatę z liści malin, sprzątam, biorę gorące kąpiele i inne… (nie będę mówić o wszystkich szczegółach)). No ale , jak siedział tak siedzi.

Najbardziej śmiać mi się chce, że dwa tygodnie temu zrobiłam sobie pazurki, rzęsy (robię już bardzo długo metodą 1:1), żeby dobrze się czuć w tym szpitalu –  a tutaj na pazurach już odrosty, rzęsy wypadły prawie wszystkie (dziwnie szybko) – trochę też wyrwałam sama chyba właśnie z tego oczekiwania:)). Więc cały mój plan bycia ładną podczas porodu legł w gruzach:)). Oczywiście żartuję sobie z tego wszystkiego, ale zdecydowanie lepiej bym się czuła :))

Fajne jest to, że dużo osób obserwujących czeka razem ze mną i piszą mi różne miłe rzeczy. No wiadomo pojawia się też dużo wiadomości typu: tego nie rób, to niezdrowe dla dziecka, to niepotrzebne, poczytaj o tym, po co Ci to…itp:). Część jest pisana z życzliwością, a część sama nie wiem po co:). Może to i moje pierwsze dziecko, ale jakoś tak chcę się też sama uczyć i wiedzieć co dla mojego dziecka będzie odpowiednie. Albo przynajmniej cieszyć się tym całym przygotowywaniem do macierzyństwa:))

Zawsze jednak czytam „cenne” uwagi i albo coś z tego wynoszę albo po prostu nie biorę czegoś do siebie:)) 

Przyznam oczywiście, że razem z tym cieszeniem się, mam strach przed tą małą istotą. Najbardziej nie potrafię wyobrazić sobie chyba tej miłości. Dzisiaj nawet mówiłam do męża, że się boję, że tego nie poczuję itp. Ja wiem to jest takie głupie myślenie, ale jednak jest:))

Mam tylko nadzieję, że Borys jednak zdecyduje wyjść już niebawem sam – żebym nie musiała mieć wywoływanego porodu, że nie będzie za duży, że uda mi się urodzić naturalnie bez żadnych komplikacji:)))

Hmm… to chyba byłoby na tyle. Czekamy dalej :)) – …i znowu te prądy;)

P.S. Na wadze 7,5-8kg – cały czas to mi się waha, 96cm w pasie:))

Leave a Comment